Zniesienie górnego limitu składek ZUS 2019

Uderzenie w budżety firmowe, odpływ specjalistów i kłopot ze znalezieniem ich następców – to może czekać wielu pracodawców, gdy przyjdzie im odprowadzać składki od pełnych wynagrodzeń pracowników. Mają rok na uporanie się z tą perspektywą.

Zagrożenie zbliżało się wielkimi krokami, jednak zostało odsunięte w czasie. Szybkie przekucie w praktykę pomysłu, który zakiełkował jako realny scenariusz późną jesienią minionego roku, okazało się problemem nie tylko dla biznesu, ale także państwowego ubezpieczyciela, bo jego ta sprawa również dotyczy. Zakład Ubezpieczeń Społecznych (ZUS) mógłby nie zdążyć z przystosowaniem swojego systemu informatycznego do zrezygnowania ze stosowania górnego limitu dochodów, powyżej którego nie są odprowadzane składki na ubezpieczenia emerytalne i rentowe pracowników – wizji, o której pierwotnie i cicho wspomniano w połowie roku.

Dochody „w dół” – i pracownika, i pracodawcy

Rząd chciał, aby zniesienie górnego limitu składek ZUS nastąpiło już w tym roku, ale ugiął się i ostatecznie parlament odroczył do stycznia 2019 r. wejście w życie tej koncepcji – nadal złej, jak wprost ją określają Pracodawcy RP, bo w ich ocenie dłuższe vacatio legis nie zmienia jej negatywnych skutków dla przedsiębiorców.

Według obecnych przepisów składka jest płacona od wynagrodzenia nieprzekraczającego 30-krotności przeciętnej płacy w gospodarce, czyli ok. 10 tys. zł brutto miesięcznie i 120 tys. zł rocznie. Zapowiedź zniesienia tych ograniczeń z początkiem 2018 r. spowodowała popłoch wśród pracodawców. Wielu z nich miało już plany finansowe na najbliższy rok i trzeba by je było natychmiast zweryfikować – wszak likwidacja limitu uderza ich po kieszeni bezpośrednio. System jest bowiem tak ustawiony, że na ubezpieczeniową składkę pracownika składa się nie tylko kwota potrącana wprost z jego wynagrodzenia, ale mniej więcej drugie tyle dorzuca z własnej kasy zatrudniająca go firma( czasem dużo więcej, co wynika np. z jednej ze składowych części tej daniny na ZUS kierowanej na ubezpieczenie wypadkowe, a zależnej m.in. od stopnia ryzyka występowania wypadków przy pracy w danym zakładzie).

Biznes odpowiedział na to, alarmując, że taka zmiana oznacza nagłe okrojenie finansów nie tylko lepiej zarabiających pracowników, ale też dochodów firmowych. Inaczej na skutki zniesienia górnego limitu składek ZUS patrzy rząd. Resort pracy, spod którego pióra wyszedł projekt nowelizujący ustawę o systemie ubezpieczeń społecznych (SUS), wskazywał m.in. na korzyści dla pracowników – że dzięki tej zmianie więcej pieniędzy trafi na ich konto ubezpieczeniowe, co w przyszłości przełoży się na wyższe emerytury. W uzasadnieniu do projektowanej nowelizacji stwierdzono:

„Górna kwota ograniczenia z jednej strony skutkuje spłaszczeniem wysokości emerytur, gdyż ogranicza ich wysokość w przypadku lepiej uposażonych ubezpieczonych, z drugiej zaś strony ogranicza ich wkład w życie wspólnoty”.

Kosztowne skutki zniesienia górnego limitu składki ZUS

Natychmiastową „terapię” na niespodziewane dodatkowe obciążenie finansowe dostrzeżono w ewentualnej… fali zwolnień pracowników.

Taki manewr spowodowałby bowiem uniknięcie nagłego wzrostu kosztów pracowniczych. Jest oczywiste, że wiele firm zostałoby zmuszonych do realizacji takiego scenariusza, zwłaszcza, że budżety płacowe zostały już dawno ustalone i o dodatkowe pieniądze byłoby trudno. Jasno to wykazały nasze wyliczenia

– napisano w oficjalnym komunikacie Pracodawców RP.

Wyliczenia te pokazują, że w przypadku osoby zarabiającej obecnie np. 18 tys. zł brutto pracodawca musiałby dołożyć miesięcznie 1193, 89 zł, a pracownik otrzymałby o 487,79 zł mniejszą pensję. W przypadku specjalisty z zarobkami wynoszącymi 26 tys. zł te kwoty wyniosłyby odpowiednio: 2494,69 zł i 1019,26 zł miesięcznie.

Ilu osób może dotyczyć taka reforma? Według danych resortu, ok. 350 tysięcy etatowców będzie musiało płacić wyższą składkę emerytalną. Przeciwne zmianom organizacje pracodawców i związków zawodowych wchodzących w skład Rady Dialogu Społecznego w stanowisku skierowanym do parlamentarzystów wskazały, że zwiększenie kosztów uderzy w szczególności w firmy zatrudniające wysoko wykwalifikowanych specjalistów z dziedziny zaawansowanych procesów biznesowych oraz nowych technologii. W tych przedsiębiorstwach odsetek pracowników, których obecnie dotyka limit stanowi 10-20 proc. załogi, a w niektórych przypadkach nawet 30 proc. Zwrócono przy tym uwagę, że skutki tej nowelizacji ustawy o SUS odczują też inni zatrudnieni – dodatkowe obciążenie pracodawców „uwolnionymi” składkami zmusi niektórych do modyfikacji zakładanych podwyżek wynagrodzeń. I wreszcie ograniczą oni nawet planowane inwestycje.

Proponowana zmiana, w szczególności dotknie sektor IT, w tym start-upy i spółki giełdowe. Poszczególne firmy wyceniają podwyższone koszty działalności na kilka – kilkanaście mionów złotych tylko w 2018 r.

– napisano w stanowisku związkowców i pracodawców jeszcze przed postanowieniem w Sejmie i Senacie o przesunięciu w czasie zniesienia górnego limitu składek ZUS.

Dojdzie do zachwiania na rynku pracy – to z kolei konkluzja z analiz Businness Centre Club (BCC).

Obecny górny limit składek ZUS jeszcze przez rok

– Podniesienie kosztów zatrudnienia dla firm o szacowane ponad 1 mld zł rocznie w najbliższych 10 latach jest trudne do zaakceptowania. To bardzo dużo, zwłaszcza, że odpływ pracowników spowodowany obniżeniem wieku emerytalnego i zmianami demograficznymi jest i będzie znaczący – prognozuje BCC.
Organizacja podkreśla, że projektowana zmiana pogarsza sytuację najbardziej kreatywnej, przedsiębiorczej grupy pracowników. Demotywacja do osiągania lepszych zarobków może prowadzić do poszukiwania innych form aktywności zawodowej, niż formalne, etatowe zatrudnienie. Już słychać głosy o „optymalizowaniu” kosztów zatrudnienia poprzez świadczenie usług w ramach własnej działalności gospodarczej, a w skrajnych przypadkach o ucieczce w szarą strefę.

Pracodawcy mają nad czym myśleć i co kalkulować. Być może uchwalone roczne vacatio legis dla zmiany, która wywołała burzliwe poruszenie przed końcem mijającego roku, pozwoli na spokojne przeanalizowanie budżetów i znalezienie rozwiązań na zatrzymanie w firmach cennych pracowników.

*Wyrażam zgodę na przetwarzanie przekazanych przeze mnie danych osobowych w celach marketingowych, w tym,w celu utrzymywania kontaktów, przesyłania propozycji zawarcia nowych umów lub świadczenia kolejnych usług przez UNIT4 Polska sp. z o.o. jako administratora podanych danych osobowych (adres: ul. Powstańców Śląskich 7A,53-332 Wrocław). Posiadam prawo dostępu do treści swoich danych oraz ich poprawiania, a podanie danych osobowychjest dobrowolne.

X
Pobierz darmowy e-book i poznaj 3 kroki, by zarządzać efektywnością pracowników
Tak, chcę wiedzieć więcej